Nathlie i Northon – dzień, który zaczął się w pulsującej Barcelonie, a skończył wysoko ponad linią morza, gdzie czas płynie wolniej. W małym, hiszpańskim kościółku padły słowa pełne wzruszeń, a potem wszystko przeniosło się na wzgórze – do La Finca, gdzie palmy, światło i zapach południa stworzyły niemal filmową scenę.
Była w tym historia jak z kina: elegancki Rolls-Royce, suknia o imponującym rozmachu, perfekcyjny garnitur i subtelny, bondowski sznyt. A między tym wszystkim – prawdziwe emocje. Śmiech przeplatający się ze łzami, ciepło ludzi i radość, która nie potrzebowała żadnego scenariusza. I do tego jeszcze ja, szukający kadrów, łapiąc emocje, które udziały się również mnie na każdym kroku.